Strefa bloga

PSSST, GDZIE TA CISZA? – CZYLI 8 ZASAD SZUKANIA ŚWIĘTEGO SPOKOJU W TATRACH

Niezależnie od tego, czy bliżej nam do osobowości ekstra- czy introwertycznej, czy też oscylujemy jakoś idealnie pomiędzy, bez względu na to, gdzie mieszkamy i czym się zajmujemy w życiu, chyba wszyscy czasem potrzebujemy po prostu niczego więcej, jak tylko ciszy i spokoju, zwanego szumnie świętym. Niekoniecznie od razu izolacji totalnej, ale jakiegoś takiego odpoczynku od zgiełku, szumu, natłoku informacji i zadań, no i nie oszukujmy się – od towarzystwa współbliźnich trochę też. Nawet jeśli generalnie lubimy ludzi i przejawiamy tolerancję dla ich zachowań i poglądów, nie oznacza to, że nie możemy czasem mieć ich zwyczajnie dość. Wszystkich. A już zwłaszcza tłumnie zgromadzonych.

Uciekać od społeczeństwa można w różne miejsca i na różne sposoby, ale jakoś tak naturalnie i nienachalnie na myśl nasuwają się w temacie ucieczek górskie szlaki. Natura, zwłaszcza ta, którą zwiedza się z niemałym wysiłkiem, wciąż jawi nam się jako ostoja sielanki. A do ludzi, którzy szukają w jej zielonych progach ukojenia, dokładnie tak samo jak my, gotowi jesteśmy żywić ciepłe i serdeczne uczucia. Powiedzieć „cześć” mijanemu obcemu wędrowcowi, podzielić się zapasami żywności, gdy dostrzegamy taką potrzebę, pomóc rozszyfrować poszarpany górski horyzont, zawrócić kogoś ze złej drogi, a z kimś innym wdać się w pogawędkę. Być może to właśnie od kontaktów międzyludzkich między innymi tak nam się zakręciło w głowie, że zwialiśmy w góry, ale tu jest inaczej. Mamy wiele wspólnego z napotkanym wędrowcem – w końcu idzie i męczy się na własne życzenie tą samą, co my drogą – to i jakoś łatwiej się dogadać i wykrzesać z siebie życzliwość.

No bo, tak w ogóle, to fajnie jest spotykać w górach ludzi. To budujące, że inni podzielają nasze zamiłowania, a przy tym jakoś tak lżej iść skąpanym w porannej mgle lasem, gdy się wie, że przed nami już ktoś nim dziś przeszedł i jeżeli tutejszy niedźwiedź zapragnął właśnie tego dnia posmakować ludziny to miał już ku temu okazję.

Z tej fajności, z tego entuzjazmu i ulgi na widok drugiego człowieka zrodził się kiedyś pewnie zwyczaj powitań. Wciąż uprawiany i wciąż pozytywny, ale chyba wszyscy przyznacie, że zupełnie bezsensowny na trasie do Morskiego Oka, w Kościeliskiej czy Chochołowskiej… a tracący sens coraz częściej też na innych szlakach…w pogodne letnie dni na prawie wszystkich. Nie mam absolutnie na myśli, że na niektórych trasach witać się nie warto, albo nie wypada, bo za łatwe albo za nisko. To nie to. Po prostu najzwyczajniej w świecie, czasem jakby się chciało mówić „cześć” czy „dzień dobry” sprawiedliwie, każdemu mijanemu turyście, to nie bardzo byłby czas na złapanie oddechu, bo musielibyśmy wypluwać z siebie powitania w rytmie serii z karabinu maszynowego.

A o ile z łatwością identyfikujemy się z pojedynczymi tułaczami napotykanymi od czasu do czasu, o tyle ciężko już jest zidentyfikować się nam z masą. Bo masa jest wielka i mieni się różnorodnością – nie wierzymy, że wszyscy ci ludzie „są tacy jak my”, że łączy nas z nimi, czy raczej ich z nami wspólna pasja. Ciężej więc o ciepłe wobec tej masy uczucia, o chęć współdzielenia z nią górskich przeżyć. Jednego, dwóch czy trzech piechurów zawsze chętnie przepuścimy w wąskim albo trudnym miejscu, co nam w końcu szkodzi. Ale gdy nam przyjdzie przepuścić dwudziestu, a kilka kroków dalej dwudziestu kolejnych, albo gdy utkwimy w kolejce, skazującej nas na wielominutowe trwanie w skwarze w niewygodnej pozycji i wydłużającej w nieplanowany sposób naszą wycieczkę, cała miłość do górskiej braci gdzieś nam wyparuje razem z cierpliwością. Choćbyśmy mieli pełną świadomość, że jesteśmy jej częścią, to ta ludzka masa jawić się nam będzie jako paskudna szarańcza.

Cicha i kameralna Dolina Chochołowska w „krokusowy” weekend.
Źródło: Tatromaniak

Wszyscy mamy takie samo prawo iść w góry, nieważne, na ile punktów w skali od 1 do 10 darzymy je miłością, nieistotne, czy jesteśmy wytrawnymi górskimi turystami, czy trafiliśmy w nie po raz pierwszy i więcej nie wrócimy. Czy idziemy walczyć ze słabościami, czy tylko zrobić sobie zdjęcie wśród krokusów, czy ciąży nam na plecach szpej, czy piwo. Nie ma żadnej klasyfikacji, która by to uporządkowała, żadnej instancji, która osądziłaby, komu góry należą się bardziej. Nie ma i oby nigdy nie było. Noooo… może tylko warto byłoby wyegzekwować tę jedną, myślę, że akceptowalną przez wszystkich zasadę, iż góry nie należą się tym, którzy w nich ewidentnie syfią. Ale poza tym?

Możemy pogardliwie nazwać dolinkowe tłumy stonką, jeśli zrobi nam się od tego lepiej. Ale to w sumie nieładnie, bo nawet jeśli teraz tyle nas od tej stonki odróżnia, że ciężko nas z nią pomylić, to z czego, jeśli nie z niej wyszliśmy?

Górska cisza nad Morskim Okiem…
źródło: Wieczna Tułaczka

Nieładnie jest obrażać, ale rzeczą ludzką przecież jest być wkurwionym. To normalne, że czujemy irytację, gdy musimy się przeciskać przez tłum na wąskiej ścieżce, gdy górską ciszę zakłóca ludzki jazgot, gdy ciężko ująć w kadr krajobraz, bo bezustannie przelewa się przed nim wielobarwna pielgrzymka. Tyle że tak po prostu jest. Na dzień dzisiejszy Tatry są popularne, niestety zbyt popularne, jak na swój obszar. Każdego letniego dnia bramki TPN-u przekracza kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Ty jesteś jednym z nich, dokładasz się do tych statystyk. Ciebie wkurza, że musisz wymijać innych, ich może wkurza, że są wymijani, Ciebie, że przez kadr przewala Ci się rzeka ludzi, a tych ludzi być może, że przy szlaku kuca jakiś gość z aparatem. Generalnie wszyscy wkurzamy siebie nawzajem, bo tak to bywa w tłumie. Próba selekcjonowania turystów w Tatrach zawsze niesprawiedliwie uderzy w jakąś grupę, albo spowoduje zmianę nawyków. Dajmy na to, jeśliby wprowadzono dzienny limit wejść przez bramkę – obstawiam, że po tygodniu przy wylotach dolin kolejki ustawiałyby się od 4 rano, jak pod kolejką na Kasprowy. To by było lepsze? Normalniejsze?

Optuję raczej za pogodzeniem się z istniejącym stanem rzeczy. Być może kiedyś bum przeminie, ludzie wzbogacą się na tyle, że wiochą będzie spędzanie wakacji w Polsce i na tatrzańskich szlakach pozostaną sami uparci pasjonaci, albo może nowa edycja gry w zbieranie pokemonów skutecznie zatrzyma większość społeczeństwa w miastach. Ale póki co – tatrzańskie szlaki są zatłoczone. Przyjmij to do wiadomości. Jeśli się na nie wybierasz – wybieraj się z powyższą świadomością. A jeśli Ci to zatłoczenie bardzo przeszkadza, spróbuj go unikać. Jak? A no, to właśnie miało być clue tego tekstu, zanim się rozpisałam.

Po pierwsze: wyśpisz się w domu

Tłum kieruje się pewnymi statystycznymi prawami, działa stadnie. Statystycznie ludzie na urlopie nie lubią się zrywać w środku nocy, z czego wynika, że większość wstanie nie wcześniej niż o 8-mej, zje spokojnie śniadanie, jeszcze spokojniej się ogarnie i na szlaku pojawi się koło 10-tej. Ci, którzy planują dłuższe wycieczki wstaną trochę wcześniej i o 8-mej będą już dreptać – ich też będzie sporo. Gwarantuję Ci jednak, że mało kto melduje się na szlaku równo ze świtem. I, że jeśli Ty tak zrobisz, to masz spore szanse, na uszczknięcie tylko dla siebie paru godzin tatrzańskiej ciszy.

Druga opcja w tym podpunkcie, to… noc. Przez większą część roku (od 1 marca do 30 listopada) poruszanie się po polskiej części Tatr (nie znalazłam info co do słowackiej strony) nocą jest zakazane z uwagi na zwierzęta, które aktywne są właśnie po zmroku, i tych zwierząt ochronę, a poniekąd ochronę też nas przed spotkaniami z niektórymi z nich. Inna sprawa to że chyba nic przyjemnego iść samotnie przez ciemny las, który „żyje”… Co innego zimą. Raz, że jest to dozwolone, dwa, że czasem bezpieczniejsze (operujące za dnia słońce może wzmagać zagrożenie lawinowe na niektórych stokach), no i trzy – pozbawione dziennego gwaru. Część tatrzańskiej zwierzyny, w tym ta najgroźniejsza – niedźwiedzie, zimą zapada w sen. Wciąż coś może Ci wyskoczyć niespodzianie na leśną ścieżkę, albo pomiędzy drzewami zabłysnąć może wiele par oczu (oj, znam to), więc komfortu psychicznego nie gwarantuję, ale raczej ani to, co wyskoczy, ani właściciele świecących światłem odbijającym się od naszych czołówek oczu (w moim przypadku okazały się nimi sarny) krzywdy Ci zrobić nie powinno.

Wycieczka na Kozi Wierch przed wschodem słońca

Oczywiście nocą widoki są ograniczone, dlatego wychodzenie na szlak po zmroku a powracanie przed świtem… hmm mogłoby być odarte z ważnego elementu górskiej wędrówki. Zimą więc idzie się w nocy na wschód słońca, albo schodzi się nocą po jego zachodzie. Czy to bezpieczne tak łazić po górskim terenie po ciemnicy? Bierzesz latarkę (czołówkę), wybierasz noc z dobrą pogodą (a najlepiej z pełnią księżyca) i tak planujesz wycieczkę, żeby po zapadnięciu zmroku/przed świtem znajdować się już/jeszcze we względnie łatwym – przede wszystkim orientacyjnie – terenie. W księżycową noc wędrowanie nocą po Tatrach nie sprawia problemu.

Po drugie: zapomnij o długich weekendach

W kumulację wolnych dni zaplanuj sobie raczej remont w chacie albo grilla na działce, a w Tatry jedź tylko pod warunkiem wysokiej tolerancji na zagęszczenie ludzkie większe niż w autobusie miejskim tuż przed ósmą rano. Długi weekend oznacza zatłoczone środki transportu, korki na Zakopiance, kolejki do kas TPN-u w dolinach, niemiłosierny tłok w schroniskach, no i wzmożony ruch na szlakach. Oczywiście nie musi Ci to przeszkadzać, ale ten tekst jest dla tych, którym przeszkadza. Nawet jeśli uda Ci się znaleźć ciszę w czasie długiego weekendu gdzieś w Tatrach, to, co przeżyjesz dojeżdżając tam, albo śpiąc w schronisku, może ją skutecznie zagłuszyć.

Niestety, podobnie zaczyna to wyglądać w zwykłe – krótkie – weekendy, o ile są słoneczne. I to niezależnie od pory roku. Wciąż najlepiej jest jeździć w Tatry po prostu na tygodniu, chociaż to też nie do końca reguła, bo wiosną i jesienią niżej położone szlaki okupują wycieczki szkolne – właśnie na tygodniu. A latem – kolonie.

Natomiast spokojniej jest w Tatrach w czasie świąt. Tych dużych, ważnych katolickich świąt, których spędzanie wciąż tradycyjnie kojarzy nam się z sałatką jarzynową przy rodzinnym stole, a nie z włóczeniem się po szlakach. Ta tradycja wciąż w naszym narodzie jest silna i niewielu ma śmiałość, czy choćby ochotę się jej sprzeniewierzyć. Jeśli Ty masz – to będziesz mieć trochę puściej na szlakach.

Po trzecie: nie jesteś z cukru

Utarło się, żeby w góry wyruszać przy dobrej pogodzie, a dobra pogoda, to w powszechnym rozumieniu niebo bez jednej chmurki. Owszem, pogoda jest ważna, jest nawet niesamowicie istotna dla bezpieczeństwa górskich turystów. Ale nie każde odstępstwo od „lampy” jest od razu groźne i wyklucza górskie wędrówki.

Tymczasem to „lampa” przyciąga największe hordy miłośników góro-łażenia, a najmniejsza choćby chmurka jest w stanie połowę z nich odstraszyć. Czasem niepotrzebnie.

Na pewno nie należy ruszać na szlak w pogodę burzową albo w czasie śnieżycy. Uporczywy, mocny, bezustanny deszcz szybko nas wykończy, ale mżawka, wygasająca i powracająca co jakiś czas, nie musi wyganiać nas ze szlaku. Tak, jasne – mokra ćtapa z nieba wpływa na to, że szlaki robią trochę śliskie, ale też nie ma co przesadzać, że granit zamienia się od razu w lodowisko. O skręcenie nogi może trochę łatwiej, ale, doprawdy, tylko trochę. Mgła stanowi olbrzymie zagrożenie zimą, gdy zlewa się ze śniegiem, odbierając jakąkolwiek orientację w terenie, ale mgła latem, o ile idziemy oznakowanym, a czasem wydeptanym jak autostrada szlakiem, nie będzie dla nas niebezpieczna. Silny wiatr może być powodem do rezygnacji z wycieczek gdzieś wysoko, ale na niżej położonym szlaku w dobrej kurtce lub softshellu możemy sobie pospacerować.

Szlak na Karb w deszczowy dzień – korków nie stwierdzono

Nie namawiam oczywiście do wychodzenia w góry bez względu na pogodę, ale do zastanowienia się, czy panujące warunki na pewno wykluczają wyjście. Bo, być może, o ile się odpowiednio do nich przygotujemy, wycieczka będzie miała takie same szanse powodzenia jak przy wzorowej pogodzie, a przy okazji – na szlakach będzie dużo, duuuużo luźniej i spokojniej.

A mgliste, mokre, opustoszałe Tatry, to czasem magia absolutna…

Woda w około. Z przewieszek kapie
Oczy mi łzawią, dym w kolebie
Z nudów zaczynam szukać na mapie
Miejsca gdzie zostawiłem ciebie.

Kłębiaste chmury szybko płyną
Wokół mnie głazy i deszcz szepce
Wspominam właśnie twoje oczy
I włosy na wiosennym wietrze.

To nie ja, to Długosz. 🙂

Po czwarte: nie daj się omamić Słowacją

Ileż to razy gdzieś czytałam czyjeś odgrażanie się, że za rok, to on pójdzie w Tatry, ale słowackie, bo tam przynajmniej można zaznać jakiejś górskiej ciszy, nie to, co w Polsce, a fe… Nie wiem, kto wciąż rozpowszechnia legendę o pustych słowackich szlakach, ale rozpowszechnia, owszem piękną i idealistyczną, ale jedynie bajkę. Domyślać się tylko mogę, że ta legenda rodzi się na szlaku przez Białą Wodę w umyśle człowieka, który innych słowackich szlaków nie zna, tu zaczyna poznawanie części Tatr zza granicy i generalizuje spostrzeżenia z tego jednego szlaku na całą resztę. Bo owszem, da się znaleźć szlaki mało uczęszczane (kilka propozycji podam na końcu tekstu i Dolina Białej Wody też tam się znajdzie), ale jeśli pojedziesz na Słowację sądząc, że przyjdzie Ci tam odganiać wilki ze ścieżek, to się raczej zdziwisz.

Bystra Ławka i rotacyjny zator na łańcuchu

Niektóre tamtejsze szlaki, zwłaszcza te do schronisk, albo prowadzące na popularne szczyty (Krywań, Rysy, Jagnięcy, ale też wiele innych), są niewiele mniej zatłoczone niż u nas – choć może racja, raczej nie tworzą się aż takie korki i kolejki. Ruch jednak jest.

Słowacja to niewielki kraj, znacznie mniejszy od Polski. Dużo większy procent jego powierzchni zajmują góry. Poza Tatrami (a samych Tatr jest o wiele więcej w Słowacji niż w Polsce), Słowacy mają też Wielką i Małą Fatrę, Słowacki Raj, Niżnie Tatry, a to wszystko względnie blisko siebie – mają gdzie chodzić skubańce. Z samego tego rozłożenia wynika, że i ruch rodzimych turystów rozkłada się pewnie na różne pasma, a w ogóle to nie ma tych turystów zbyt wielu – bo nie jest to zbyt liczny naród. Niezbyt liczny, ale wychowany wśród gór, wobec czego podejrzewam, że odsetek górskich turystów w społeczeństwie jest u nich sporo większy niż u nas. No, ale tak przede wszystkim to… na szlakach słowackich Tatr pełno jest Polaków.

Szlak na Rysy. Tak – ten słowacki.

Jak już wspomniałam, tam da się znaleźć odludne szlaki, zapewne łatwiej niż w polskich Tatrach. Ale nie wszystkie takie są. Pusto jest w słowackich Tatrach Zachodnich – sama jeszcze nie eksplorowałam tej części, ale zapytałam Czytelników na facebook’u i potwierdzili moje przypuszczenia. Natomiast większość szlaków w słowackich Tatrach Wysokich niewiele ma wspólnego z osławioną ciszą i spokojem. No, chyba że pomiędzy 1 listopada a 15 czerwca – wtedy faktycznie nawet po najbardziej popularnych ścieżkach hula prawie wyłącznie wiatr. Bo są oficjalnie zamknięte…

(więcej o Słowacji do poczytania TUTAJ)

Po piąte: strzeż się lata

Tatrzański Park Narodowy (czyli Tatry wyłącznie po polskiej stronie granicy) rocznie odwiedza około 3 miliony turystów, z czego jakieś dwie trzecie przypada na sezon letni. Yup. Dobrze zrozumiałeś. 2 miliony ludzi w ciągu 90 dni, w tych kilku dolinkach, na tych 275 kilometrach szlaków.

Kościelec

Polub inną porę roku, serio.

Choć, właściwie, inne pory roku też robią się zajęte. Poszła fama, że we wrześniu jest cicho i spokojnie (a do tego pogoda zwykle stabilniejsza niż w lipcu czy sierpniu) i co się stało? No i teraz już nie jest, bo wszyscy odkładają urlopy na wrzesień.

Po szóste: skoro tłum jest na szlakach, to po cholerę nimi chodzić?

Nie mogę Cię namawiać do schodzenia z wyznaczonych ścieżek, wręcz powinnam Cię przestrzec – to nielegalne. Dodatkowo dość niebezpieczne – przynajmniej w porównaniu do poruszania się szlakami. W każdym razie oficjalnie i legalnie też możesz sobie zejść ze szlaku, tyle że pod warunkiem, że opłacisz przewodnika. O samotnym kontemplowaniu górskiej ciszy w takim układzie możesz zapomnieć (zwłaszcza, że żeby było taniej pewnie zrzucisz się na tego przewodnika z kimś jeszcze), ale od szlakowego zgiełku się oddalisz.

No, ale też nie mydlmy sobie oczu. Jeśli nie jesteś na mojej stronie przypadkowo, tylko czasem tu zaglądasz, to wiesz, że da się oddalać ze szlaku też bez przewodnika. Na własne ryzyko – nie tylko mandatu, ale i realnych kłopotów, w razie np. pogubienia, no ale da się. Opuszczanie znakowanych szlaków jest zakazane (za wyjątkiem dróg wspinaczkowych i dojścia do tych dróg) i… to w sumie dobrze, bo powstrzymuje większość osób przed zapuszczaniem się w nieznane i potencjalnie niebezpieczne dla nich tereny. A ci, których nie powstrzyma, wcześniej się odpowiednio przygotują. W tym psychicznie – do tego, że mogą to przypłacić paroma stówkami.

Po siódme: są miejsca skazane na popularność

Jeżeli jakieś miejsce słynie ze swej urody (np. Chochołowska w czasie wysypu krokusów), a jest łatwo dostępne, to będą tam ludzie. Jeśli jakiś szczyt jest najwyższy, najpiękniejszy, albo stoi na nim krzyż widoczny z miasta, a prowadzi nań szlak, to będą tam ludzie. Jeśli jakiś szlak/szczyt jest położony w pobliżu wyciągu kolejki linowej, to będą tam ludzie. Dużo ludzi.

Chętnych do postawienia nogi na „dachu Polski” nie brakuje

Po ósme: i są miejsca od popularności wolne…

Jakie szlaki lubimy w górach? Ano, najbardziej takie, żeby się dało zrobić pętelkę – czyli zejść inną drogą, niż się weszło. A jeśli już musimy dwa razy pokonywać tę samą – to życzylibyśmy sobie, żeby to chociaż był szczyt.

Jakich zatem nie lubimy? Ano takich, gdzie trzeba iść, iść, iiiiiiiiiiiiśśśśśśśćććććć, żeby zobaczyć coś względnie ciekawego, co, helooł!, nawet nie jest szczytem, a potem wlec się z powrotem. Ewentualnie nie lubimy też takich, które każą nam ciorać się godzinami po lesie, czy monotonnej dolinie.

I te szlaki właśnie będą względnie puste. Bo nikt biedactw nie lubi. Kilka przykładów poniżej.

Dolina Białej Wody

Polana pod Wysoką w Dolinie Białej Wody

Dolina Jaworowa

Ciemnosmreczyński Staw Niżni

Nad Ciemnosmreczyńskim Stawem

Gładka Przełęcz

Wrota Chałubińskiego

Początek zejścia z Wrót Chałubińskiego


– Szlak przez Tatry Bielskie

Słowackie Tatry Zachodnie

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s